FANDOM


Wciąż leżała twarzą do ziemi, próbując uspokoić swoje serce i zbuntowane myśli. Czerń, którą miała przed oczami, nie pozwalała jej wstać. Czuła na sobie wzrok tych wszystkich chłopców, słyszała, jak się śmieją i szydzą z niej. Podparła się na łokciach. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Żołądek skręcał się i wykręcał na wszystkie strony. Jaskrawy, wciąż nie do końca ostry obraz wirował, powoli dochodząc do siebie. Ostatkami siły woli przewróciła się na plecy. Teraz widziała już wszystko dokładnie. Chłopcy niewiele od niej starsi, o różnej barwie skóry, mali, duzi, chudzi, pulchni, a niektórzy (w jej mniemaniu) nawet przystojni. Z tej perspektywy wszyscy wydawali się wielcy.
 
- Gdzie chcecie ją przydzielić?
 
- Pewnie do ogrodu!
 
- Do kuchni! Będzie pichcić razem z Patelniakiem!
 
- Bardzo śmieszne, smrodasie, wolę nie - odparł ów Patelniak.
 
Smrodas, sztamak, sklumpować się - te wyrazy były równie dziwne, co sytuacja, w jakiej się znalazła. Ktoś wyciągnął do niej ręce w geście pomocy, jednak ona wierzgnęła i natychmiast je odtrąciła. Zaczęła ponownie szybko oddychać i wstała. Cofając się do tyłu, uderzyła w kogoś. Natychmiast odskoczyła i rozpaczliwie zaczęła szukać wyjścia z kręgu facetów. Wśród rozbieganych głosów słyszała takie komentarze jak:
 
- Zaklepuję ją!
 
- Poznajcie moją nową dziewczynę!
 
- Ale ma dupę!
 
- Deska jak nic!
 
Jade jęknęła i popchnęła jakiegoś chłopaka, wydostając się poza krąg tych zwierząt. Biegłą, jak tylko mogła, w stronę lasu - najbliżej rzeczy, jaka wydawała jej się bezpieczna.
 
- Hej, mała, zaczekaj! - wrzasnął ktoś z tyłu. Nie oglądała się, biegła jak najszybciej, byleby odejść od nich i tego miejsca. Nie miała nawet czasu, żeby dokładnie zobaczyć, co znajduje się w okół niej, za cel obrała sobie las. Wydawało jej się, że to miejsce jest dla niej najbezpieczniejsze. Dźwięk butów uderzających o popękany beton równał się z szalonym tempem serca dziewczyny. Wiedziała, że ktoś za nią biegnie... I zaczyna ją doganiać.
 
-POCZEKAJ! STÓJ RZESZ, GŁUPIA BABO! - ryknął ten sam głos. Jade biegła tak szybko, jak tylko siły i adrenalina we krwi jej pozwalały. Miała wrażenie, że jej płuca są za małe, że zaczyna odczuwać wrażenie tonięcia. Nie myślała - biegła. Nagle potknęła się i już widziała się z wystającą kępą traw. Na szczęście jej dziwny skręt w bok zapobiegł dalszemu rozwojowi wypadków. Odwróciła się na chwilę. Czarnowłosy Azjata, tan sam, który pomógł jej wydostać się z pudła, zatrzymał się. Najwyraźniej się zmęczył. Ona też zaczęła odczuwać zmęczenia, ale wbiegła do lasu i zatrzymała się w samym jego sercu. 
Nagle usłyszała głosy.
 
-No nie - jęknęła i panicznie zaczęła szukać jakiegoś ratunku. „Drzewo, Jade”- szepnął cichy głos w jej głowie. Nie namyślając się długo, nastolatka wspięła się na buk wystarczająco wysoko, aby schować się przed „zwierzętami”. Tak, zwierzętami. To było według niej najbardziej trafne określenie tej bandy chłopców. Oparła się o pień i pozwoliła, żeby samotna łza spłynęła jej po policzku. O nic nie pytała, czuła się samotna. Skuliła się i schowała głowę między kolana. [1] "Gdzie ja do cholery jestem?! Co to za miejsce?". Zaszlochała. Niepokój wypełniał ją całą. Nie wiedziała, czy drży, bo jest jej zimno, czy po prostu jest zła (a raczej wściekła). Emocje nią targały. Kilka minut temu leżała w ciemnym pudle, a teraz siedziała na drzewie w jakieś osadzie pełnej zboczonych świń. Próbowała przeanalizować, co dokładniej widziała.- Niebo - szepnęła. - Słońce. Jasne. Dziwnie jasne.
 
- Jak mogłeś zgubić głupią dziewczynę, Minho! Niby nie ma na ciebie mocnych, a pozwoliłeś zwiać takiemu chuchru! - wrzasnął gruby głos. Znała go, jednak nie potrafiła go do końca przypasować do jednego z osadników. Natychmiast nabrała powietrza w płuca, ale nie ważyła się go wypuścić. Delikatnie wychyliła głowę na bok. Czarnowłosy, wysoki Azjata w niebieskiej koszuli oraz czarnoskóry mówca wraz z grupą chłopców stali idealnie pod nią.
 
- Alby, wylaksuj! Daleko nie uciekła, jest tu gdzieś... Tylko... Trzeba... Ją znaleźć - powiedział, uderzając w jedno z drzew. Jade czuła, że „Minho” raczej nie pogodził się z faktem, że uciekła mu dziewczyna... Co za ironia. Gdyby wypowiedziała to zdanie na głos, zapewne nie tylko ona by się uśmiechnęła. Nawet nie zauważyła, a pierwszy raz, odkąd przybyła do tego miejsca, uśmiechnęła się.
 
- Jak mam wylaksować?! Pikolona Njubi! - krzyknął Alby.
 
- Macie ją? - powiedział nowy, zdyszany głos. Rozpoznała w nim tego blondyna, który przywitał ją w pudle. Przed oczami miała te jego piękne brązowe oczy, wpatrujące się w nią z takim zainteresowaniem i ciekawością... „Dosyć, Jade!”- wrzasnęło coś w środku niej.
 
- Nie, ale jak zaraz jej nie znajdę, to jej powyrywam te brązowe kłaki z czaszki i klump mnie obchodzi, że jest dziewczyną - syknął Minho.
 
- JADE! Ten sztamak tylko żartuje, wyjdź! Nic ci nie zrobimy! Wiem, że przeraża cię taka ilość płci przeciwnej, ale serio nie masz się czego bać! - krzyknął blondyn. Wydawał się być najbardziej sympatyczny ze wszystkich zebranych.
 
[2]- To nie ma sensu, nie wyjdzie, to baba, one one są dziwne.Jade buchnęła złością. Tego było za wiele. Nie będzie jej obrażał. Przekręciła się i zeskoczyła wprost na Minho. Ktoś z tłumu krzyknął i wszyscy odskoczyli momentalnie na bok. Minho, przygwożdżony do ziemi, szarpnął się i zrzucił z siebie wściekłą szatynkę.
 
- Uważaj kogo nazywasz babą, jeżyku! - wrzasnęła, natychmiast wstając i otrzepując z siebie kurz. - Gdzie my w ogóle jesteśmy? Co to za miejsce?! Czemu nic nie pamiętam?!Minho, wściekły, pewnie rzuciłby się na Jade, jednak ostry głos Alby’ego go powstrzymał.
 
-Laska, nie wiem, coś ty za jedna, ale radzę słuchać! Nikt nie będzie nas tak traktować! Nie pozwalaj sobie...
 
- CO TO ZA MIEJSCE?! - Złość buchnęła z niej jak z ogniska. Starała się chociaż w pewnym stopniu opanować, jednak im bardziej próbowała, tym gorzej jej to wychodziło.
 
- ZAWRZYJ TWARZOSTAN, TO CI POWIEM! - ryknął do niej Alby. Przez kilka sekund nic nie mówiła. Analizowała zwrot „zawrzeć twarzostan”. Domyśliła się, że to być może coś w rodzaju „zamknij się”.
 
- Nie drzyj się na nią! - krzyknął wysoki, lekko piegowaty chłopak. Wyglądał na ok. 1,80 metra. Był o wiele wyższy od Jade, przynajmniej tak jej się zdawało. Jego przenikliwe, niebieskie oczy rzuciły wściekłe spojrzenie Alby’emu i zasłonił dziewczynę. Jej wzrok przeniósł się na Newt’a, który momentalnie zrobił się czerwony. - OBOJE ZWINĄĆ CHLAPIDŁA! Ciemnooki nie wytrzymał i odepchnął Gally’ego na bok. Zapadła cisza. Najwyraźniej Newt dysponował jakimś szacunkiem, skoro wszyscy się momentalnie zamknęli.-To jest strefa... A my jesteśmy Streferami. Wyjdźmy z tego lasu, to sobie to zobrazujesz - powiedział już o wiele łagodniejszym i milszym tonem.
 
- Czego się gapicie?! Jazda stąd, szczylniaki - rzucił poczerwieniały ze złości Gally. Dzieciaki rozeszły się, pojękując. Pod drzewem została tylko Jade, Minho, Newt, Alby i Gally. Ten ostatni otoczył ją ramieniem i zaczął przemawiać. - Każdy przechodził to, co ty, więc nie wpurwiaj się, bo to nic nie da, laleczko...
 
- Nie mów tak do mnie! I zabieraj tą łapę.. – dodała, odsuwając się w stronę Minho. Ten rzucił jej wściekłe spojrzenie jednak nic nie powiedział. Jade była tak zmęczona, że nic już nie chciała mówić. Przez głowę przemknęła jej myśl, że równie dobrze ktoś mógłby ją pyknąć i byłoby po sprawie. Gally posłusznie wykonał rozkaz.
 
- To znaczy, chciałem powiedzieć...
 
- Wybacz mu tę klumpowatą gadkę, świerzynko, ale nasz kartoflanonosy kolega chciał powiedzieć, że lepiej wszystkiego nie wiedzieć.
 
- Ja jednak chcę i TO JUŻ!
 
- A proszę cię bardzo - rzekł Minho, pchając ją do przodu. Po raz kolejny tego dnia Jade zaryła o kamienne podłoże. Poraniła sobie kolana, jednak widok, jaki ukazał się jej przed oczami, sprawił, że nie czuła już niczego. Wielkie kamienne mury tworzące idealny kwadrat otaczały ją ze wszystkich stron. Ją, Streferów, wioskę. Ogromne betonowe mury sprawiły, że Jade poczuła się mała, wręcz malutka jak mrówka. To wszystko zapierało dech w piersiach, ale i przerażało. Jade poczuła strach. Była zamknięta jak ptak, a z czterech czarnych szczelin między murami dochodziły najróżniejsze dźwięki. Zaczęła się obracać, podziwiając, co jeszcze skrywa „Strefa”. W najbliższym rogu dziedzińca, gdzie akurat byli, stała stara rozwalająca się szopa i las, z którego właśnie wyszli. Składał się głównie z buków i małej części z sosen. [3]W innej części były uprawy. Z tej odległości Jade dostrzegła jedynie parę drzew owocowych oraz inne rośliny. Wysokie, zielone słupy wyglądające jak kukurydza oraz coś, co przypominało pomidory. W rogu, naprzeciw była zagroda. Znajdowały się tam świnie, krowy i owce, zamknięte w zagrodach. Przez chwilę zastanowiła się, czy może to nie siedziba Patelniaka albo Winstona czy jeden im pies. Ostatnia cześć wydawała się być skupiskiem uschniętych drzew. Patrząc na nie., przeszły ją czarne myśli. Jak już zdążyła zauważyć, niebo było jasne i bezchmurne, co było straszne dziwne. Po wyjściu z lasu do jej nosa wtargnęły różne zapachy: pieczonego chleba, obornika, pieczonego mięcha.
 
- Napatrzyłaś się już, księżniczko? - rzucił Alby, zakładając ręce na piersi. Odwróciła się. Teraz miała czas, aby dokładnie się im przyjrzeć. Pierwszym od lewej, jeśli ją pamięć nie myliła, był jasnowłosy Gally. Jak zwykle zgrywał obrażonego na cały świat. Nie wyglądał na przyjemniaczka. Kolejny z nich, czyli Minho, był czarnowłosym Azjatą, który zgrywał twardziela. Spod jego niebieskiej, lekkiej koszuli wystawały mięśnie. Alby był poważny. Jego krótkie, przystrzyżone czarne włosy oraz ciemne oczy idealnie pasowały do jego odcienia skóry. Był ubrany jak każdy nastolatek, nie licząc tych wszystkich brudnych plam, zresztą jak u wszystkich „Streferów”. Ona do czystych też nie należała.
 
- Co jest za tymi murami? -spytała, patrząc jak zaczarowana na szczeliny między ścianami. Jakaś magiczna siła ciągnęła ją w tamtą stronę. Powolnym krokiem zaczęła iść w stronę wielkich murów, jednak ktoś złapał ją za koszulkę i pociągnął do tyłu, sprawiając, że ponownie upada, tyle że tym razem na tyłek.
 
- Tobie nie wolno tam podchodzić, a tym bardziej wchodzić, Njubi - warknął Gally, kucając przed nią.
 
- Odwal się! Niby czemu?! Jakieś potworki wyjdą i mnie zeżrą? - parsknęła śmiechem i jednym kopnięciem zwaliła z siebie Gally'ego. Ten pomasował sobie ramie i rzucił Jade wściekłe spojrzenie.
 
- A żebyś wiedziała, świerzynko. I żeby ci nie przyszło do głowy tego sprawdzać - mruknął Alby, pomagając jej wstać. Strzepnęła z siebie kurz i kamyki, po czym ponownie przyjrzała się wielkim wrotom. Nagle wybiegło z nich dwóch chłopaków.
 
- A ci to mogą, hę?
 
- To Zwiadowcy, oni jako jedyni mogą przemierzać labirynt w poszukiwaniu wyjścia. Słuchaj, lala, i tak za dużo ci powiedziałem, jak na dzisiaj. Newt, zwołaj tu jakiegoś sztamaka, niech ogarnie jej jakieś wyro. Chyba że księżniczka boi się spać sama, to udostępnimy jej jedno z naszych. - Minho zbliżył się do niej i szurnął ją łokciem.
 
- Chwilunia... LABIRYNT?
 
- Ta... Niech się kimnie na moim leżaku, jutro ogarniemy jej własną pryczę... Albo szopę - rzucił Newt. Jade przełknęła ślinę i obdarowała Newta pół uśmiechem ulgi. Z jednej strony cieszyła się, że będzie blisko jedynego sprzyjającego jej człowieka w tym kwadracie, ale z drugiej będzie spać w bunkrze pełnym chłopaków
 
- Skąd w tobie taki akt poświęcenia, Newt? Czyżby nasza nowa koleżanka wpadła ci w oko? - palnął ciemnoskóry chłopak, targając blondyna po włosach.
 
- Skąd, ona? A widziałeś ty ją? Chłopcy wybuchnęli śmiechem. Jade nie pozostało nic innego jak podporządkować się woli tych żartownisiów.
 
- Super - jęknęła ze zdegustowaniem. Zabolała ją lekko wypowiedź Newta. Czyli była aż taka brzydka? Westchnęła i złapała się lekko za ramię. Targała nią czysta wściekłość. Zamknięta pośród chłopców w labiryncie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki