FANDOM


Od czego by tu zacząć... Nazywam się Damon Elevon, mam szesnaście lat. Jak byłem mały, mówiono mi, że wróżki i superbohaterzy nie istnieją. To już sam wiedziałem. Mówili, że potwory też nie istnieją. Mylili się. Pewnie sie zastanawiasz, skąd to wiem. Otóż o barzdzo długa historia... W wieku ośmiu lat już czułem, że jest coś ze mną nie tak. Miałem w sobie niezmiernie wielkie pokłady agresji. Umiałem się bić z osobami nawet o trzydzieści lat starszymi. Zawsze wygrywałem, nikt nie był w stanie mnie pokonać. W wieku dwunastu lat przestałem odzuwać emocje. Nie, to nie ja tylko moje ciało. Ze mną wszystko było ok. Rok później rzuciłem szkołę. Nie zależało mi na niczym po pewnym wydarzeniu w szkole. Jeden gostek rzucił się na mnie bez powodu. Zacząłem go też okładać, ale przy tym ujawniła się moja nieciekawa zdolność. Wtedy tak myślałem, ale to nie była moja zdolność. Czułbym to. A takto nic nie czułem, jakby ktoś przejął kontrolę nad moim ciałem. Widziałem minę chłopaka, był przerażony. Ręce zamieniły mi się w czarne, zakrzywione szpony. Rodrapywałem nimi skórę i wnętrzności starszego chłopaka. Potem wstałem i przejrzałem się w lustrze. Moja skóra była czarna, oczy były całe czerwone, nienaturalnie szerokie. Usta miałem białe. No byłyby białe, gdyby nie krew, która powoli zastygała. Miałem jakieś 190 cm. Na plecach widniały białe skrzydła z czarnymi plamami przy nasadzie. Były ubrudzone od krwi. Patrzałem, jak moje ciało się porusza. Prostestowałem, ale jakiś głos krzyknął:


-Przestań!- po chwili się zorientowałem, że to mówił ten potwór. Wyskoczyłem przez okno i to było ostatnie co pamiętam. Potem obudziłem się w lesie bez niczego. Nic wtedy nie czułem. W środku jak i na zewnątrz. Gdy próbowałem się podnieść, puściłem pawia. I tak bardziej mnie dobijało to, że nic nie pamiętałem niż to, że wyrzygałem się z całej zawartości mojego żołądka.

-No świetnie!- wykrzyknąłem na cały regulator. Potem stanąłem jak wryty, bo przypomniałem sobie, co zrobiłem. Nie, to nie byłem ja. To tamto coś przejęło kontrolę nad moim ciałem.

"Cześć Damon. Od dzisiaj jesteś mój"- usłyszałem głos w głowie. Bałem się trochę, dlatego próbowałem go ignorować. Bardzo długo mi sie to udawało, pomimo iż próbował się przebijać przez blokadę, którą sam utworzyłem w mózgu. Ale dopiero później ukazywały się gorsze efekty. Po dziesięciu miesiącach zacząłem robić się głodny. Tak, dopiero wtedy. Bałem się cokolwiek jeść po widoku rozszarpanego chłopaka. Ale teraz brało to nade mną górę, wyżerało od środka, jakbym miał w sobie tasiemca, który ciągle chce więcej.


"Mogę ci pomóc."- usłyszałem. Ponieważ głód zżerał mnie od środka, przystałem na to. Poczułem, jak wiruje mi w głowie i moja skóra szarzała. Straciłem kontrolę nad sobą. Nic nie pamiętam z tych zdrzeń. Pamiętam tylko, że obudziłem się w lesie, w którym żyłem. Tylko w jakimś dziwacznym domu, którego tu wcześniej nie było. Wolałem nie wracać do domu, bo bałem się, że mnie zabiją. Przede mną leżało jedzenie. Zauważyłem, że leżę na bardzo wygodnym łóżku.


"Nie pytaj. Po prostu musisz żyć normalnie."


- Kim ty jesteś w ogóle?- spytałem.


"Jestem Arel. Wszyscy mówili, że jestem demonem, ale to nie prawda. Jestem atutorem, czyli nie posiadam typowego wyglądu człowieka i nie mogę sam funkcjonować. Nie pytaj, bo to źle na ciebie wpłynie." Od tej pory próbowałem dogadać się z Arelem. Nie byłem na niego zły ani trochę. Przeżyłem te trzy lata w spokoju. Ale cały czas jestem samotny. Pomimo jego obecności.


"Co ci jest?"-spytał z troską. Po raz pierwszy odkąd się znamy.


- Nic. Nie pytaj, nie zrozumiesz.


"Masz rację."- potem był zupełnie cicho. Przerażało mnie to. Bałem się zostawać sam. Poza tym, nigdy tak nie robił.


- Dlaczego nic nie mówisz? Zero odpowiedzi. No błagam! Ja go nigdy nie skumam. Wpadłem na głupi pomysł. Poszłem do kuchni i wziąłem nóż.


- Nie chcesz gadać?! No to masz!- powiedziałem i zacząłem robić sobie nacięcia na rękach.


"Przestań!"- krzyczał w kółko. Nie przestałem. Należała mu się kara. Gdy już praktycznie byłem słaby, to dopiero wtedy skończyłem. Zdałem sobie sprawę z czegoś dziwnego.


-Jestem masochistą... Bałem się cokolwiek mówić i robić. Wtedy zależało mi tylko na wywabieniu go, bo wiedziałem, że on też to czuje.


"Wyluzuj i daj mi działać."- powiedział i nagle poczułem nagły napływ energii. Rany zaczęły mnie parzyć. Spojrzałem na swoje ręce. Zaczęły się goić. Nie zostało ani śladu po nacięciach. Przeraziło mnie to trochę. Bo to nie było normalne. Nigdy nie miałem kontaktu z magią, bo w ogóle nie wiedziałem o jej istnieniu.


"Nie strasz już mnie tak. Albo strasz, wyjdzie mi to na dobre."- stwierdził. Jak to? Po co on to chce? Czułem, że wkradł się do moich myśli. Tym razem mi to nie przeszkadzało. Potrzebowałem wyjaśnień. Czekałem.


"Chce, żebyś to robił, bo nauczę się emocji. Tacy, jak ja nie umią funkcjonować normalnie, gdyż nie odczuwają emocji. Jak się nauczą żyjąc w czyimś ciele, mogą żyć sami z siebie. Dla mnie wybrano ciebie. Przepraszam."- na prawdę go dużo to kosztowało.


-A jak w ogóle wyglądasz?- spytałem. To mnie na prawdę ciekawiło.


"Nie wiem."- odparł krótko. Tym razem to ja zamilkłem. Poczułem, że muszę go nauczyć, jak czuć. Wszystko. Jakiekolwiek wspomnienie pzychodiło mi do głowy, od razu przypominało mi się, co wtedy czułem. Było to niebezpieczne dla mnie, ale dla niego konieczne. Przeżyłem wszytko, a Arel robił to teraz. Po dość długim czasie, mój limit wspomnień się wyczerpał.

- I jak? Możesz teraz żyć sam?


"Nie, bo muszę....Kogoś zabić." Chciałem myśleć, że tylko sobie żartuje. Ale jego ton był zbyt poważny.


- Ja tego nie zniosę.


" Ale chcesz mieć święty spokój, co nie?"


- Dlaczego ty zawsze masz rację?- wybuchłem śmiechem. Nastała między nami głucha cisza. Nagle ktoś zaczął walić w drzwi.


-Otwórzcie, błagamy! - usłyszałem czyjeś krzyki. Byłem za miły, więc otworzyłem. Stały tam dwie dziewczyny. Jedna miała rude, kręcone włosy i brązowe oczy. Była niska i blada. Druga zaś miała grafitowe włosy i intensywnie zielone oczy. Miała około 175 i ciemną karnację. Obie wyglądały na jakieś 15 lat. Usiadły wycieńczone na podłodze i po chwili zasnęły.


"Chcę już wyjść. Błagam, chodźmy gdzieś. " Przystanek na propozycje Arela. Ja już sam też byłem tym zmęczony. Dałem mu przejąć kontrolę. Potem znowu nic nie pamiętałem. Leżałem na łóżku.


-No cześć. To ja- uśmiechnął się Arel. Wyglądał niesamowicie. Kasztanowe włosy sięgające do ramion, cheterochromiczne oczy:jedno intensywnie niebiesko-szare, a drugie czarno-piwne. Miał ok, 190 i był dość muskularny. Wyglądał na mój wiek. Siedziałem z otwartą gębą.


-Ja pierdolę, nieźle wyglądasz-powiedzialem do niego.


-Ty jeszcze lepiej-uśmiechnął się.-Fajnie jest to wszystko samemu widzieć. Uprzedzam twoje pytanie. Te dziewczyny uciekły z przerażenia.


To by było na tyle z historii mojego życia. Teraz już sam nie jestem i się cieszę, bo Arel stał mi się najbliższy. Był bliższy niż ktokolwiek. Teraz żyje w spokoju. Z nim. W mieście.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki