FANDOM


Trafilismy do placówki. Zupełnie przypadkiem. Pierwsze dni były nudne. Siedzielismy przy stolikach, kiedy podszedł do nas Thomas.

- Hejka.

- Hejka.

- Wy tu tak sobie siedzicie, nie za wygodnie wam?

- Nie. - A co?

- To twoja kolezanka?

- W pewnym sensie tak.

Wzruszył ramionami. Niewiele go to obchodziło.

- Nie macie szans.

- Być w jednej grupie razem?

- Otóż to.

- Jak ma na imie?

- Mary. - I co jeszcze może nam zabronisz?

- Wasza sprawa. a tak poza tym jestescie żałosni.

- To ty jesteś żałosny. - odgryzłam się.

Newt obrócił się do mnie twarzą do mnie nachyliwszy się.

- Nieżle to rozegrałaś.

- Dzięki.

Oszołomiony moją odpowiedzią nie wykrztusił z siebie ani słowa. Przyglądając nam się z bliska. Pokręcił głową i wyszedł.

- Co go tak ciekawi jak masz na imię?

- Tak właściwie to nie wiem.

W pewnym momencie poczułam, się bardzo głodna. Burczało mi w brzuchu niemiłosiernie.

- Chcesz coś przekąsic?

- Chętnie.

Wyjął z plecaka który, wyglądał na podróżny prowiant i rozłozył przede mną na stole. Były tam jabłka, kanapki i woda.

Ochoczo zabrałam się do jedzenia.

- Widzę że ci smakuje.

- Bardzo.

- Cieszę się.

Upiłam pół butelki wody. Potem powiedziałam;

- Newt mam do ciebie sprawę.

- Słucham. Jaką.

- Moglibysmy wybrac się dziś wieczorem na imprezę.

- Nie! - stanowczo odparł. Ja cię nie puszczę za nic w życiu.

Nie musiałam pytać się czemu.

- Idziemy spać. - wziął mnie za rękę.

Ruszyłam za nim do niewielkiego pokoju. Stały tam dwa piętrowe łóżka. Newt stał obok jednego z nich.

- Podejdz bliżej.

Zrobiłam parę kroków. Spoglądał w moją twarz, na której malowały się jednoczesnie rezygnacja, ból, smutek i strach.

- Przecież wiesz że  ci nic nie zrobię. Musze coś wyjaśnić.

- Co takiego.

- Hm... - odchrząknął dając sobie czas na pomyslenie. - Nie powinnaś się mieszać w takie sprawy.

Nie kłóciłam się nie próbowałam.

- Dobrze skoro tak mówisz, masz rację.

Przyznawałam mu ją.Gdybym poszła na tą dyskotekę, spotkałoby mnie albo przykre rozczarowaniealbo... Nie mogę znależć odpowiedniego słowa.Szybko zapadła noc.Blady księżyc prześwitywał przez okna. Siedziałam z Newtem na podłodze.

- Masz ze sobą jakiś koc? - spyatłam.

- Zaraz coś się znajdzie. - obejrzał się za siebie. Na łózku lezał miękki koc. Wziął go i nakrył nim siebiei mnie. Było nam cieplej. Posiedzielismy chwilę. Mimochodem ziewnęłam. Obiecałam sobie że skończę z imprezami.Tak będzie lepiej. Wgramolił się na łózko.

- Dobranoc.

Odpowiedziałam tym samym.

Światła pogasły. Leżąc w ciemnosciach, myslałam o tym, co przyniesie jutro. Newt już spał. Nie było nikogo kto, mógłby przyjść, zobaczyć co się ze mną dzieje. Zresztą i tak nie ma to żadnego znaczenia. Wszystko mi jedno. Nad ranem, obudził mnie głośny alarm. Szybko zerwałam się na równe nogi. Weszłam na drabinę, chcąc obudzić Newta. Nie reagował. Potrząsnęłam nim mocniej za ramiona.

- Newt! - krzyknęłam na całe gardło.

- Co się stało? - zdziwiony przetarł oczy.

- Spójrz. - wskazałam na drzwi, które uchylone wpuszczały słabe światło.

Po korytarzu biegali w tę i z powrotem pracownicy DRESZCZ-u. Coś krzyczeli ale, słowa stapiały się z otoczeniem. W końcu dotarło do mnie. Ewakuacja. Przez uchylone drzwi obserwowałam pustoszejący z każdą, minutą korytarz. To tylko wrażenie, ale wygląda mi teraz na psychiatryk.

- Co ja mam robić? - Newt złapał się za głowę.

Podeszłam siadając obok niego i przytulając. Oparł na moim ramieniu głowę. Thomas natomiast robił wszystko, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji. Wszedł w najmniej oczekiwanym momencie. Schowalismy się po d kołdrą tak żeby nie było nas widać.

- Jest tu kto? - wołał.

Zareagowałam ale mocniej ścisnął mnie za przegub.

- Nie wychodz.

Okazało się pózniej że zostały ewakuowane,tylko cztery osoby. Co za ulga i zbieg okoliczności. Następnego dnia kiedy jedliśmy rzucił.

- Oboje jesteście bezczelni i głupi.

- Co takiego? - powiedziałam. Gniew aż we mnie zakipiał. Słowa nas zabolały. A Thomas stał jakby nigdy nic. Przyskoczyłam do niego, pchnęłam z całej siły jaką w sobie zebrałam tak że o mało nie upadł. Odzyskał równowagę, uderzył Newta w twarz kopiąc w kierunku ściany. Wymierzyłam kopniaka w kostkę.

- Dobrze ci tak?

Podeszłąm do nieprzytomnego Newta, kucając przy nim. Thomas nie zamierzał dawać za wygraną. Przy stoliku całe, zajście obserwował Aris. Kiedy się odczepił, zostałam przy Newcie. Cały był obolały. Ocknął się.

- Co się ze mną stało?

- Thomas cię popchnął i uderzył w twarz.

- Co za dureń.

- Boli cię.

- Wszystko.

Nie mógł nawet ruszyć ręką. Zauważyłam lekko złamany nadgarstek. Kość wystająca z niego i rana zaczynały krwawić.

- Spójrz na swoją dłoń.

Nie mógł ruszyć palcami. Ale ból wygrał.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki