FANDOM


Życie w Strefie zaczyna się bardzo wcześnie. Odbyłam już Wycieczkę z Alby'm, ale nadal niewiele mi to mówiło. Mówiąc dokładniej- te informacje namieszały mi jeszcze bardziej. Przez kilka dni miałam próbować różnych zajęć, a koniec końców wybiorą mnie tam, gdzie sprawuję się najlepiej.

Nie narzekałam na pracę- wręcz przeciwnie, cieszyłam się, bo nienawidziłam nudy, a w tym miejscu pozostanie samemu sobie jest ostatnim, czego pragnę. Jako pierwsze wybrałam funkcję Plastra, aby tego spróbować. Nie wiedzieć czemu czułam, że jestem dobra w leczeniu ludzi. Weszłam do drewnianego budynku, w którym znajdowała się owa lecznica. Z zewnątrz siedziba nie wyglądała najlepiej- a środek był adekwatny do zewnętrznego wyglądu. Nie było to dla mnie niespodzianką, i tak nie oczekiwałam po tym miejscu, że cokolwiek będzie piękne. - Cześć.- przywitałam się. Jeff, Plaster którego poznałam już wczoraj na kolacji, uśmiechnął się. - Dobra, kilka zasad, Njubi. Nie wchodzimy na górę, oni są pod moim i Newta nadzorem, jasne? Ty się zajmiesz tymi tu na dole. I nie zwracaj uwagi na krzyki. - Dobra..- zdziwiłam się. Jak ciężkie trafiają tu przypadki, skoro nie można ich oglądać? I jakim cudem Streferzy dostają aż takich obrażeń? Czy to dlatego, że weszli do Labiryntu? Odrzuciłam jednak moje zmartwienia na bok i zaczęłam się zajmować swoją robotą. Nie było to szczególnie ciężkie. Zmieniałam rannym bandaże, a niektórzy byli już na tyle zdrowi, że mogłam ich odesłać. Nie chciało mi się wierzyć, że mam tylko tyle do roboty. - Już skończyłaś?- zdziwił się Jeff. - Na to wygląda. Mogę pomóc z ciężkimi przypadkami.- kierowałam się już w kierunku schodów, ale chłopak chwycił mnie za ramię. - Nie. Nie możesz tam wchodzić.- zaprzeczył. - Dlaczego? - Uwierz mi, nie chcesz tego widzieć! Alby osobiście zabronił mi ciebie tam wpuszczać! - To co mam robić? Mam wyjść?- zmarszczyłam brwi. - Zaczekaj. Może ktoś jeszcze przyjść.- zarządził. 

A więc czekałam. Po południu miałam jeszcze więcej roboty, niż kiedy zaczynałam rano i zajmowałam się rzeczywiście rannymi pacjentami. Ci, których teraz przyjmowałam, to co najwyżej się w paluszki uderzyli. - To jakaś kpina.- narzekałam. Ale w sumie mogłam się tego spodziewać. Jestem jedyną dziewczyną w tym męskim towarzystwie. Nadal jednak uważałam, że trafienie do kwadratu z 40 spoconymi facetami to nie jest powód do radości. Kiedy skończyłam pracę, słońce chyliło się ku zachodowi. Udałam się przyjrzeć Wrotom, bo wcześniej nie miałam okazji tego zrobić. Z tak bliskiej odległości Wrota wydawały się jeszcze większe. Jednocześnie to, co mnie przerażało w nich, to również mnie fascynowało. - Ej, sztamaczko, tam się nie wchodzi.- odwróciłam się. Gally. - Nie zamierzam tam włazić.-zbyłam go. Oczywiście, że chciałam tam wejść. Ale czułam też obawę, bo nie sądziłam, że zakaz wchodzenia do Labiryntu wziął się ot tak, z kaprysu. Jeśli już, to weszłabym tam "legalnie", jako Zwiadowca. Nie przechwalałam się jednak tym na prawo i lewo, wiedziałam, że Streferzy krzywo patrzą na takie deklaracje.

Gdy Gally odszedł, usiadłam na trawie i przyglądałam się grubym, betonowym ścianom otaczających Strefę. One dzieliły nas od Bóldożerców, bezlitosnych stworach grasujących w Labiryncie. 
Ale dzieliły nas również od wolności, od wyjścia z tego piekła. Westchnęłam. Byłam tu zdecydowanie za krótko, by stwierdzić, co jest gorsze. Miałam nadzieję, że kiedyś się stąd wydostaniemy.
Może za tymi murami będzie czekała na mnie rodzina i przyjaciele, którzy mnie przytulą i powiedzą, że za mną tęsknili...

Tylko czy mam rodzinę? Czy mam kogokolwiek poza tymi ludźmi, z którymi utknęłam w tym cholernym kwadracie?

- Czekałaś na mnie?- Minho wyrwał mnie z nostalgii.
- Nie bardzo. Gapiłam się na Wrota i rozmyślałam nad sensem życia.- wstałam i się rozciągnęłam.
- Już skończyłaś? No nie, chyba Jeff musiał się sam wysilać.- prychnął.
- Własnymi rękoma wyleczyłam tamtych gości.- przewróciłam oczami.- Skończyłabym wcześniej, gdyby nie przychodziło tylu Streferów z błachymi sprawami.- narzekałam. Minho zaczął chichotać, aż w końcu zupełnie się roześmiał.
- Naprawdę? Nie wierzę, myślałem, że nie są aż tacy głupi..- pokręcił głową.
- Pff.- prychnęłam. 
- Nawet nie wiesz, o co mi chodzi, sztamaku.- uspokoił się trochę, ale nadal był roześmiany.
- Nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć.- powoli odchodziłam. Minho pobiegł jednak za mną.
- Zluzuj poślady, tylko się zgrywam.- klepnął mnie w ramię.
- Jasne, yyy, ziom.- uśmiechnęłam się nerwowo. Nadal nie przyswoiłam sobie tutejszej gwary.
- ... Wiesz co, slang źle ci wychodzi. Patrz i ucz się od mistrza.- uniósł się lekko. O nie, na takie numery nie pozwolę!
- Taak? A gdzie ty widzisz tego mistrza?- odgryzłam się.
- Głupia.- popchnął mnie lekko, a ja się lekko zachwiałam. W akcie zemsty ja go również popchnęłam, ale on nawet nie drgnął.
- Co to, purwa, ma być?!- narzekałam.
- Mięśnie, sztamaku, mięśnie.
- A walę to.- zrezygnowałam. 
Może i jest tutaj ciężko, ale nie mogę narzekać na ludzi. Przynajmniej na niektórych.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki